Kenijskie jedzenie (cz. 2)

Po ponad 6 tygodniach w Kenii mogę z pewnością stwierdzić, że moim ulubionym kenijskim daniem jest czapati. Jednego wieczoru udało nam się nawet namówić naszą panią gospodarz, aby pokazała nam jak to się robi. Cała sztuka okazała się nie być skomplikowana, aczkolwiek trzeba przyznać, że jest to czasochłonne zajęcie –

Robimy ciasto na czapati.

szczególnie ugniatanie ciasta, na które składa się mąka, woda i odrobina masła. Po przygotowaniu kilku placków trzeba było je jeszcze usmażyć na specjalnie przygotowanej patelni na małym piecyku węglowym, przy czym cały czas trzeba było uważać by ich nie przypalić i smarować od czasu do czasu tłuszczem.

Smażymy czapati - ten placek już jest gotowy.

Wystarczyło potem pozostawić placki na kilkanaście minut do ostygnięcia i można było zacząć kolację – czapati z fasolką. Muszę przyznać, że danie nam się udało.
W ciągu ostatnich dni mojego pobytu w Kenii poznałem jeszcze kilka miejscowych przysmaków. Jednym z nich była bhajia, czyli smażone w panierce plasterki ziemniaków, które są uprzednio gotowane. W zasadzie nic specjalnego, takie coś podobnego do frytek, ale jednak ma wielu swoich amatorów. Muszę przyznać, że mi też to posmakowało.

Góra usmażonych przez nas czapati.

Poznałem również kiełbasę mutura, która również jest znana pod nazwą african sausage (ang. boerewors) i jest sprzedawana na ulicach. Przypomina ona trochę naszą białą kiełbasę i jest nadziewana mieloną wołowiną i różnymi przyprawami, a podawana jest z sałatką pomidorową z dodatkiem ostrych papryczek chili (to akurat już mi się średnio podobało). Kiełbasa jest na ogół bardzo smaczna, ale jak można się łatwo przekonać – nie zawsze trafi się dobrze. Dlatego też najlepiej stołować się w zaufanych, poleconych miejscach.
To jeszcze krótko o tym co jedzą Kenijczycy na śniadanie i czym handlują na ulicach.

Bhajia.

Śniadania najczęściej jada się na słodko a jednym z ulubionych smakołyków jest mandazi – coś przypominającego pączka, tylko, że płaskie i bez nadzienia. W połączeniu z niezmiernie słodką herbatą z mlekiem (a w zasadzie bardziej mlekiem z herbatą z uwagi na ilość wlewanego mleka) stanowi codzienny zestaw, którym wielu Kenijczyków zaczyna swój dzień. Czasami zamiast mandazi je się tosty z dżemem lub – w angielskim stylu – kiełbaski (tzw. smokies) i jajka. Od sera żółtego i szyneczki musiałem sobie zrobić kilkutygodniową przerwę – szynkę tutaj mają w supermarketach, ale wygląda trochę inaczej niż nasza (bardziej przypomina mortadelę) i jest nieco droga i pewnie dlatego nie była kupowana przez moją kenijską familię. Ser żółty to natomiast już wyrób luksusowy, na który nieliczni mogą sobie pozwolić.

Ta kiść świeżych bananów (mój lunch) kosztowała mnie ok. 1,50 zł.

Wystarczy powiedzieć, że zwykły ser gouda jest nawet sporo droższy niż w Polsce. Z tego co zauważyłem, to w Kenii jest także deficyt czekolady – na półkach można znaleźć jedynie importowane batoniki lub czekolady firmy Cadbury, a w niektórych supermarketach widziałem także … Terravitę (nie mam pojęcia skąd oni ją tam mają). Polska czekolada w ogóle robi tu furorę i Kenijczycy się nią zajadają – jest to doskonały pomysł na prezent dla kenijskich przyjaciół.
Z pewnością można pozazdrościć Kenijczykom egzotycznych owoców, które często rosną tuż przy drodze (mam tu na myśli w szczególności banany). U ulicznych handlarzy za niewielką cenę można kupić także owoce mango, awokado, ananasy, marakuje, zielone pomarańcze (machungwa), ale także znane z naszych sadów jabłka i gruszki. Oprócz owoców wiele osób sprzedaje gotowe ciepłe jedzenie – od czapati, mutury czy bhajii po gorące kiełbaski i gotowane jajka. Handlarze są tutaj z reguły bardzo żywiołowi i czynnie zachęcają do zakupu ich towarów (najczęściej wykrzykując to czym handlują wraz z cenami), przez co i tak głośne ulice stają się jeszcze bardziej głośnymi.
Nie było ciężko przyzwyczaić się do kenijskiego jedzenia, zapewniam, że podczas mojego pobytu nie miałem poważniejszych problemów żołądkowych, a jadłem praktycznie wszystko co miejscowi. Niektórzy nieco narzekali na małe urozmaicenie potraw, jednak chyba czasem warto przestawić się na jakiś czas na coś innego aby móc potem porównać dwie kuchnie oraz sprawdzić za czym najbardziej się zatęskni.

About these ads
Ten wpis został opublikowany w kategorii Kenia. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Twitter picture

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s